Zaczęło się od prostego przeglądania map Google, gdy planowałam wiosenny wyjazd z rodziną. Szukałam miejsca, które łączy agroturystykę na Mazurach, możliwość jazdy konnej i spokojny nocleg dla rodziny z dziećmi.
W wynikach pojawiały się różne propozycje, ale to zdjęcia zdecydowały, że zatrzymałam wzrok na Sasku Małym. Na mapach widniały mgle poranne nad jeziorem, ścieżki prowadzące do lasu i tarasy, które wyglądały jak zaproszenie do odpoczynku. Najbardziej kusiły zdjęcia pensjonatu otulonego przez las i jezioro, gdzie gościnność miała wyglądać naturalnie, bez zbędnych udziwnień. Wtedy zobaczyłam apartament Dirk – z kuchnią, wyposażeniem i jasnym, przytulnym wnętrzem – i pomyślałam, że to może być nasz rodzinny azyl na tydzień.
Dodatkowo na stronach pojawiały się wpisy o lokalnym jedzeniu i o tym, jak blisko natury można tutaj być każdego dnia. Wyobraźnia zaczęła działać: poranki nad jeziorem, popołudnia na spacerach po lesie, wieczory przy ognisku i smakowanie regionalnych potraw. Zanim zarezerwowałam, sprawdziłam lokalizację na mapach, porównałam trasy z domu, a także oceniłam, czy w pobliżu są miejsca do jazdy konnej i zajęć dla dzieci. Ta kombinacja była tym, czego szukałam.
Gdy po raz pierwszy zobaczyłam zdjęcia - poczułam, że to miejsce ma duszę. Domowy, prosty urok pensjonatu, widok na jezioro i otaczający las tworzyły kompozycję, która zapowiadała spokój i równowagę. Wiedziałam, że chcę zabrać tu moją rodzinę: męża, a przede wszystkim nasze dziecko, które uwielbia kontakt z naturą, zwierzętami i nowymi doświadczeniami.
Zdjęcia jadalni, pensjonatu i apartamentu Dirk z kuchnią, wyposażeniem i funkcjonalnym układem były dla mnie dodatkowymi argumentami za wyborem tego miejsca. Nie trzeba szukać niczego na siłę – wszystko znajdzie się samo, jeśli tylko pozwolimy sobie na chwilę oddechu.
Podczas planowania docierały różne propozycje, ale Dirk wyróżniał się spośród nich praktycznym podejściem do rodzinnego urlopu - dwa poziomy, materace i baza dla dzieci, wanna i aneks kuchny w ogromnym salonie. Apartament Dirk miał wszystko, czego potrzebowaliśmy: oddzielne pokoje, szybki dostęp do tarasu i widok na las.
Mogłam samodzielnie przygotowywać śniadania, obiady (ale i tak skorzystaliśmy z obiadów w głównym budynku), co było jednym z moich priorytetów: domowej jakości jedzenie, bez zbędnych dodatków.
Dirk był także przemyślany pod kątem rodzinnych potrzeb: bezpieczne, przyjazne dla dzieci otoczenie, miejsce do przechowywania sprzętu po spacerach i możliwość zarysowania planu dnia w oparciu o rytm dnia dziecka.
Wnętrze apartamentu Dirk jest funkcjonalne i jasne. Kuchnia w pełni wyposażona w sprzęty, które pozwalały na przygotowanie prostych, zdrowych posiłków. Szklane naczynia, ceramiczny zestaw do gotowania i dobrze wyposażona lodówka to tylko niektóre z elementów, które przypominały mi o domowym komfortowym miejscu, w którym nie trzeba rezygnować z ulubionych potraw podczas urlopu.
W łazience znalazły się niezbędne przybory, które ułatwiały poranną rutynę z dzieckiem. Do tego dochodził znośny internet, dzięki czemu mogłam pracować zdalnie przez kilka godzin dziennie, a potem zamykać laptop i oddać się rodzinnej zabawie. Sam pensjonat był otulony zielenią: drzewa tworzyły naturalny parasol, a bliskość jeziora zapewniała naturalny chłód i umiarkowaną mgłę o poranku.
Jednym z kluczowych powodów, dla których wybrałam Mazury, było marzenie o jazdach konnych na Mazurach. W Sasku jest dostęp do stadniny właścicieli, która oferowuje zarówno jazdy rekreacyjne dla rodzin, jak i obozy jeździeckie dla dzieci. Dla mnie i mojego męża jazda konna była sposobem na wspólne spędzenie czasu w sposób aktywny i bezpieczny: czuć dźwięk kopyt, obserwować naturę i jednocześnie ćwiczyć równowagę oraz zaufanie do zwierząt. Dziecko z kolei zachwycało się każdym konikiem, a prowadzący obozy jeździeckie potrafili tak nauczyć podstaw, że nawet początkujący mali jeźdźcy czuli się pewnie i bezpiecznie.
W okolicy znajdują się również liczne trasy spacerowe i rowerowe, które pozwalają odkrywać Mazury z poziomu ziemi. Szlak prowadzący przez lasy i pola kończy się w miejscu, gdzie jezioro odbija nasze twarze w wodzie – to jeden z tych widoków, które pozostają w pamięci na długie lata. Dzięki temu urlop staje się nie tylko odpoczynkiem, ale i szansą na naukę o naturze, o lokalnych tradycjach i o tym, jak ważne jest szanowanie środowiska.
Poranki były spokojne i przewidywalne: spacer po lesie, zbieranie drobnych skarbów, takich jak szyszki czy kwiatki, a potem wspólne śniadanie z domowym chlebem, serami i warzywami. Dziecko chętnie pomagało przy stole, a my z mężem dzieliliśmy się planami na dzień: jazda konna, wizyta w lokalnym gospodarstwie, spacer po okolicach jeziora i spacery po okolicy. Po południu wracaliśmy do apartamentu, gdzie dzieci miały czas na zabawę w specjalnie wydzielonej strefie (na antresoli), a my mogliśmy odpocząć lub pracować, jeśli było to potrzebne.
To miejsce nauczyło nas, że prawdziwy urlop nie musi oznaczać intensywnych atrakcji, a jedynie spędzanie czasu w miejscu, które inspiruje i daje poczucie stabilności. Dla mnie, jako matki, ważne było, że mogłam być blisko natury i równocześnie mieć dostęp do wygód domu, a dla męża – że mógł pracować w spokojnym otoczeniu, a dla dziecka – że czekały je codzienne nowości i zajęcia w otoczeniu koni i zieleni. Jeśli marzysz o powrocie do prostych radości i o tym, by wakacje były źródłem energii, nie szukaj dalej niż Sasek Mały i Dirk. Wiosenna odsłona Mazur może stać się Twoją własną bajką, którą warto powtórzyć w kolejnych latach, by rodzinne wspomnienia rosły wraz z wiekiem dzieci.
Polecamy!